Dzień z życia opiekuna uratowanych małpek

Kiedy weszłam do klatki Franklin tradycyjnie wdrapał się na moją lewą rękę i owinął wokół niej ogonek. Po chwili na moje ramiona wskoczyła Tuli. Prim podbiegła się przywitać, a Ernie zwyczajowo polizał mnie po rzęsach. Piper jak zwykle miała ochotę na zabawę. Ale najpierw musiałam posprzątać w ich klatkach i je nakarmić. W końcu jako jedna z dwóch „matek zastępczych” tych osieroconych wyjców, musiałam o nie dbać.